niedziela, 23 września 2012

Niedziela z GIPF

Kiedy postanowiłem rzucić sobie wyzwanie w postaci mojego noworocznego planu, chciałem aby jeden z wpisów był poświęcony prawdopodobnie najlepszej nowoczesnej serii gier logicznych - Projektowi GIPF. Niestety Beata nie jest fanką gier tego gatunku, a Folko, który darzy te gry  podobnym uwielbieniem co ja, mieszka daleko ode mnie. Szczęśliwie dla mnie (i dla mojego planu) Mateusz wyraził wiele tygodni temu chęć przetestowania owych gier. Co prawda zebranie nam się do zorganizowania dnia z grami stworzonymi w ramach Projektu szło jak krew z nosa na mrozie, ale jak to mówią "co się odwlecze, to nie uciecze". Nasze lube dały nam dyspensę w minioną niedzielę, dzięki czemu mogliśmy sobie zorganizować nasz mały "GIPF day".

środa, 19 września 2012

Kiedy grunt osuwa się spod nóg

Skoro już Ula i Mateusz powrócili ze swoich wakacyjnych wojaży, mogliśmy, przynajmniej na jakiś czas, przywrócić obchodzenie naszej świeckiej tradycji jaką są piątkowe spotkania przy planszy. Ostatni piątek zdominowały gry, w których tor, po którym poruszają się pionki, maleje z ruchu na ruch, zmniejszając w ten sposób dystans do pokonania, ale niekoniecznie ułatwia to realizację celu. No dobra, była jeszcze jedna gra z "zupełnie innej beczki", ale o tym już przekonacie się przeczytawszy niniejszy wpis.

sobota, 15 września 2012

Gramy, gramy, nie czekamy!

Tak jak Mateusz wspomniał w poprzednim wpisie, na kolejne granie umówieni byliśmy po nieomal 48h. W końcu musimy wiele nadrobić i szkoda marnować czasu!

Także i tym razem Meff był tak uprzejmy, aby wspomóc mnie w przygotowaniu raportu z ostatniego grania, za co serdecznie mu dziękuję, a Was zachęcam do czytania.


środa, 12 września 2012

Kawaleria przybyła!

Jak sami zapewne zauważyliście, moje noworoczne postanowienie złapało ostatnio zadyszkę - w sierpniu zagrałem zaledwie w 10 (z planowanych 25) gier, z wpisami było też słabo - oj, nie wróżyło to dobrze. Na szczęście wszystkie negatywne czynniki powoli dobiegły końca, a Mateusz i Ula przybyli z pomocą niczym kawaleria i w miniony piątek przystąpiliśmy do ratowania tego, co już się udało osiągnąć.

W ramach tej pomocy Meff postanowił także przygotować mi najnowszy wpis, który przeczytacie poniżej (z moimi drobnymi komentarzami). Zapraszam więc do jego lektury!

poniedziałek, 10 września 2012

Ostatni sierpniowy tytuł

I znów minęło 10 dni od mojego ostatniego wpisu. Coś sierpień nie obrodził w granie w ramach projektu (granie przy innych okazjach niestety też) oraz nie służył mi opisywaniu moich poczynań. Dziś, w ramach nadrabiania zaległości, zaprezentuję Wam ostatnią grę, w którą zagrałem w minionym miesiącu - zagrany z Bett w sumie tak na szybko, aby "mieć zagranych chociaż 10 gier w ramach projektu w danym miesiącu". 

Niestety powodów do opóźnień, tak w graniu jak i w spełnianiu kronikarskiego obowiązku było wiele, ale na szczęście, przynajmniej na razie, wygląda na to, że wszystko się dobrze skończy. Remont łazienki powinien zostać sfinalizowany w okolicy połowy tygodnia, a inne nieciekawe wydarzenia ostatecznie chylą się ku szczęśliwemu finiszowi. Do tego Ula z Mateuszem wrócili z wakacyjnego wyjazdu i już zaczęli mnie wspierać w nadrabianiu planu. Tak więc nie opuszczam gardy i walczę dalej!

czwartek, 30 sierpnia 2012

Takie same, a jednak inne

Dziś czas opisać kolejne dwie gry, w które udało mi się zagrać w ostatnim czasie z Beatą. Jednak w tym wypadku odejdę od utartego dotychczas sposobu opisu "każda gra osobno". W związku z tym, że moi dzisiejsi bohaterowie mają ze sobą wiele wspólnego, najpierw pokrótce opiszę ogólne zasady, wspólne dla obu gier, a dopiero potem przejdę do opisania cech charakterystycznych każdej z nich, a na koniec dodam kilka słów od siebie. Taki jakby tekst porównawczy - w sumie dawno nie pisałem niczego takiego, więc zobaczymy co mi z tego wyjdzie...

środa, 29 sierpnia 2012

Klasycznie, logicznie...

Codziennie, ilekroć otwieram przeglądarkę internetową, mam ostre postanowienie napisania zaległych notatek. Od ostatniego mojego wpisu minęło już ponad 10 dni, a tu cisza. Na szczęście w międzyczasie odrobinę pograłem, ale tylko odrobinę. Niestety sierpniowe upały mnie wykończyły i to one są głównym powodem mojego zaniedbania w realizacji planu i aktualizowania bloga. W jednym rzędzie z nimi idą także przeciągający się niemiłosiernie remont (ostatnio wziąłem się mocniej do roboty i wygląda, że jednak kiedyś się skończy), praca i zwykłe lenistwo. Przyznam Wam, że i teraz bym się najchętniej położył, ale wczoraj obiecałem Piratowi, że coś dziś napiszę to i muszę tak uczynić - wszak nie łamie się danego słowa.

Ostatnie moje rozgrywki to tylko dwuosobowe gry, w których towarzyszyła mi Beata. Udało się przełamać jej niechęć do gier logicznych i zagraliśmy w parę tytułów (w niektóre nawet więcej niż jeden raz). Wszystkie to gry stare i nie ma pośród nich żadnych nowości, ale bynajmniej nie oznacza to niczego złego. Dobra, dość już lania wody  - przejdźmy do meritum!

piątek, 17 sierpnia 2012

Wilk i owce w Tybecie

Jak wspomniałem poprzednio, po ostatniej fali "niegrania" w najbliższych tygodniach postanowiłem nadrobić ostatnie braki w realizacji planu. Nie wiem jak to będzie, ponieważ po wstępnych rozmowach z Meffem, możemy się wybitnie mijać w piątki. Nie ma co jednak załamywać rąk i płakać nad mlekiem, które się jeszcze nawet nie rozlało i lepiej wziąć się do działania. I właśnie dlatego, jako, że ostatnia środa była dniem świątecznym, umówiliśmy się we wtorek wieczór na granie, które finalnie przebiegło w gronie Ula, Mateusz i ja.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Z krótką wizytą w PRL-u

Ostatnio coś opuściłem się we wpisach, jednak okazji do grania ostatnimi czasy też nie było aż tak wiele. Tym razem w piątek grania nie było, ponieważ w ciągu dnia podjąłem ostateczną decyzję, że jadę na sobotę do Poznania na finałowy koncert Ethno Portu. W tym tygodniu powinno się udać powrócić do bardziej regularnego grania w ramach wyzwania, także chyba nie ma się co za bardzo obawiać o realizację mojego planu.

Z minionych rozgrywek pozostała mi do opisania jedna, dlatego na razie, zamiast wybiegać w przyszłość, skupmy się nad tym co było, a co nie zostało w należyty sposób opisane. Dlatego dziś kilka słów o naszej krótkiej wizycie w PRL-u.

środa, 8 sierpnia 2012

Wieczór we dwoje

Czasami wieczorem z Beatą zastanawiamy się w co zagrać. Kiedy stajemy przed regałami, mamy dylemat osiołka, któremu "w żłoby dano" (albo kobiety stojącej przed szafą pełną ubrań, a mimo to nie mającej się w co ubrać). Każde z nas proponuje coś, na co drugie składa kontrofertę. Czasami udaje się nam znaleźć jakiś kompromis, a czasami z grania nic nie wychodzi - ot, takie życie. Kiedy w ostatnią sobotę znów rozpoczęliśmy odgrywanie tradycyjnej scenki, potoczyła się ona inaczej niż zwykle - każde z nas stosunkowo szybko zaproponowało po jednym tytule, po czym z dwoma grami pospacerowaliśmy do naszego kuchennego stołu.