piątek, 20 lipca 2012

Wyjazdy palcem po planszy, czyli jak można zmienić temat gry

Kiedy człowiek jest młody, regularnie co roku ma do dyspozycji 2 miesiące wakacji - w pewnym momencie nie może się ich doczekać, a gdy przychodzą upragnione dni wolnego, może szaleć niczym tytułowa para bohaterów z komiksu Calvin i Hobbes (szczerze polecam). Później, w czasie studiów, przy odrobinie szczęścia i pracy, czas ten potrafi się wydłużyć do 3 miesięcy wolnego. A potem... panie - tylko urlopy, wyjazdy na kilka dni, dość nieograniczonego szaleństwa, przerywanego tylko wezwaniami na obiad, czy jakieś małe domowe sprawy...

Cóż, rozmarzyłem się, ale chyba przyznacie, że tak właśnie jest - chciałoby się powrócić do dwumiesięcznego lenistwa, zamiast wyczekiwać urlopów, które mogą być bardzo udane, ale mają tę wspólną cechę, że są niewystarczająco długie. Z Beatą ostatnio byliśmy na takim wyjeździe, kolejne byczenie się mamy zaplanowane na koniec sierpnia/początek września. W międzyczasie pozostają weekendy, czy święta państwowe. Na minioną sobotę nie mieliśmy wielkich planów - Beata miała iść na turniej M:tG, a ja miałem przede wszystkim odespać codzienne wstawanie. Ostatecznie turniej się nie odbył, a ja zdołałem z grubsza oporządzić w domu to i owo i się okazało, że mamy wolne popołudnie. Szczęśliwym trafem było ono wolne także dla Uli i Mateusza, więc mogliśmy się spotkać na graniu (chyba nikt się tego nie spodziewał, co nie?). Tak oto mogliśmy odwiedzić kilka różnych zakątków świata, nie opuszczając ani na chwilę swojego lokum...

wtorek, 17 lipca 2012

Piątek 13 nie taki straszny

Ponoć kiedy 13. dzień miesiąca wypadnie w piątek, jakieś siły magiczne sprawiają, że wówczas mamy niewiarygodnego pecha. Gorzej tylko może być jeśli tego dnia drogę nam przebiegnie czarny kot, przejdziemy pod drabiną albo zbijemy lustro. Czy aby na pewno? Już  Katarzyna Sobczyk z Czerwono-czarnymi śpiewała, że "Trzynastego wszystko zdarzyć się może, trzynastego świat w różowym kolorze" przecząc w ten sposób popularnym poglądom. Kilka dni temu było właśnie takie "magiczne zgrupowanie" i nic złego się (przynajmniej nam) nie wydarzyło - wręcz przeciwnie. Wieczorem spędziliśmy miło czas przy graniu i o dziwo nawet udało mi się w coś wygrać!

czwartek, 12 lipca 2012

Urodzinowe granie

W sobotę nasze mieszkanko odwiedziło kilkoro znajomych - wszystkiemu "winna" była Beata, gdyż spotkaliśmy się z okazji jej (kolejnych) 24. urodzin. Nie byłbym sobą, gdybym nawet przy takiej okazji nie wcisnął gdzieś gier. Jako, że liczba gości przewyższała standardowe 5 czy 6 osób niezbędnych do gry, postanowiłem podejść do tematu inaczej - nie chcąc zmuszać wszystkich do grania (choć w podorędziu było przygotowanych kilka gier, w które mogliśmy spokojnie zagrać całą ekipą) ustawiłem z boku stół, na którym leżały sobie rozłożone luźne tytuły, do których można podejść, zagrać w 5-10 min i pójść dalej - takie niezobowiązujące granie. Strategia ta nie raz sprawdziła się już przy innych okazjach i także tym razem zdała egzamin. A w co graliśmy?

niedziela, 8 lipca 2012

Colonia

Nie tak dawno pisałem o tym, jak źle znoszę gorąco i jak to mój mózg lasuje się w temperaturze takiej, jaka obecnie panuje, co owocuje niemożnością grania w bardziej zaawansowane tytuły. Wspomniałem także wtedy, że pewnie w tych okolicznościach nieprędko przyjdzie mi zagrać w jakikolwiek cięższy tytuł. Jak się po raz kolejny okazało, życie potrafi mocno zweryfikować wszelkie oczekiwania - nie minął tydzień i już na stole wylądowała gra, którą spokojnie można uznać za cięższą. Ów tytuł to Colonia od wydawnictwa Queen Games. Sprawczynią tego wydarzenia była Ula, która na niedawnych krakowskich eliminacjach Qwirkle wygrała wspomnianą grę i chciała zobaczyć co to takiego. W związku z tym, że obiecałem, że zagramy w mój egzemplarz (aby nie rozfoliowywała swojego), musiałem dotrzymać danego słowa. W ten oto sposób piątkowy wieczór spędziliśmy w gronie Ula, Mateusz i ja i przenieśliśmy się do niemieckiej Kolonii.

piątek, 6 lipca 2012

Z odwiedzinami w Nowym Sączu

Po ostatnim piątkowym graniu nie wiele musieliśmy czekać aby znów spotkać się nad jakimś pudełkiem z mojej kolekcji. Wszystko za sprawą festiwalu Fair Play, odbywającego się w Nowym Sączu. Sobotnim rankiem zebraliśmy się w piątkę w składzie: Beata, Sylwia, Andrzej, Mateusz i ja, wskoczyliśmy do pojazdu, aby pojawić się z niedługą wizytą na Sądecczyźnie.

wtorek, 3 lipca 2012

Budowlany piątek

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo źle znoszę upały. Jakoś tak się uchowałem, że zdecydowanie wolę temperatury w okolicy 15 stopni, a nie 20, już nie wspominając o wyższych. Właśnie dlatego lato nie jest moją ulubioną porą roku. Człowiek wiecznie chodzi zgrzany, spragniony i nic mu się nie chce. Przekłada się to niestety też na granie i pisanie o grach.

Kiedy powietrze faluje od ciepła, mózg się lasuje i nie ma ochoty grać w nic cięższego, przez co można spodziewać się, że nieprędko zagram w coś ambitniejszego niż grę familijną, a imprezówki wymagające refleksu mogą być szczytem tego z czym będę sobie w stanie poradzić (chyba, że przyjdzie jakieś ochłodzenie, albo sezon deszczowy).

Na razie udało mi się przezwyciężyć lenistwo wynikłe z gorąca (za oknem właśnie szaleje burza) aby opisać w co graliśmy w miniony piątek. Obym jak najmniej musiał toczyć ten bój ze sobą, albowiem to ciężki pojedynek, a przeciwnik nie jest skłonny do opuszczania gardy.

wtorek, 26 czerwca 2012

Gralicjowy półmetek w okolicy alea

Niestety pewne zdarzenia losowe sprawiły, że w ostatni piątek nie udało się zorganizować tradycyjnego planszówkowania. Na szczęście jednak byłem umówiony na sobotę z Grześkiem (jeszcze raz dzięki za spotkanie!) na granie podczas Nowej Gralicji - reaktywowanego w tym roku krakowskiego spotkania z grami. Kronikarski obowiązek nakazuje zdać raport z tego, całkiem miłego zresztą, spotkania.

Słowem wyjaśnienia - tytuły, w które przyszło nam zagrać łączyło to, że zostały kiedyś wydane przez niemieckie wydawnictwo alea (znane m.in. dzięki Puerto Rico czy Książętom Florencji). Serie alei są chyba jednymi z popularniejszymi pośród miłośników współczesnych gier, gdyż w ich ramach znajduje się wiele uznanych tytułów. Kiedyś nawet zastanawiałem się nad zbieraniem jednej z nich, ale odpuściłem zdając sobie sprawę z trudności dostania niektórych tytułów. Dzięki temu mogłem spokojnie nabyć kilka z nich w innych wydaniach i mieć przy tym spokojne sumienie kolekcjonera.

piątek, 22 czerwca 2012

Raport z urlopu - część 2 (gry wyjazdu)

Mój poprzedni wpis poświęciłem grom, w które w trakcie naszego wyjazdu zagraliśmy jeden raz. Dziś natomiast chciałem skupić się na trzech tytułach, w które zagraliśmy po kilka razy, co pozwoliło przyznać im tytuł "gier wyjazdu". Dlaczego sobie na niego zasłużyły? O tym poniżej.

wtorek, 19 czerwca 2012

Raport z urlopu - część 1

Niewielki odstęp pomiędzy ostatnim graniem, a poświęconym mu wpisem oraz zauważalna cisza na blogu były efektem tego, że z Beatą (wreszcie) udaliśmy się na wyczekiwany urlop. Nasze drogi powiodły nas ku niewielkiej miejscowości na Podhalu, gdzie w pięknych okolicznościach przyrody mogliśmy przede wszystkim poleniuchować z dala od internetu i zgiełku miasta. Celowo zrezygnowaliśmy z brania laptopów, czy innych pieroństw aby móc ten czas spędzić na tak upragnionym relaksie.

Nie byłbym sobą, gdybym nie zapakował do bagażnika kilku gier (a raczej trochę więcej niż skrzynki). Podczas pierwszych dni wyjazdu aura nas nie rozpieszczała, dlatego tym lepiej, że zabraliśmy te kilka pudełek. Pośród nich było też kilka, które należy uwzględnić w realizacji mojego tegorocznego planu, a więc czas na raport.

sobota, 9 czerwca 2012

Graj w zielone

Zanim przybędą do mnie znajomi na umówione granie, staram się przygotować kilka gier i odświeżyć ich zasady - w końcu taka rola gospodarza. W około połowie przypadków okazuje się jednak, że spontaniczne wybory i wpływ plam na słońcu znacząco wpływają na ostateczny wybór gier. Nie inaczej było wczoraj, kiedy się okazało, że zamiast wybranych wcześniej pudełek, że zaczęliśmy "grać w zielone" - czyli w kilka gier niemieckiego autora, którego cechami charakterystycznymi są uwielbienie zieleni i literek F.