Jak już wspominałem, z wstępnych oględzin wychodzi, że mam drobne opóźnienie w realizacji planu, w związku z czym do serca wziąłem sobie jego zniwelowanie. Na szczęście dziś wieczorem udało się nam zagrać w kolejne tytuły, co pozytywnie wpłynęło na uzupełnienie listy tytułów zagranych.
Ticket to Ride
Kiedy wróciłem do domu po pracy, na stole już czekała na mnie rozłożona i przygotowana jedna z najwspanialszych familijnych gier kolejowych (choć wiem, ze zatwardziali "kolejorze" nie uznają jej za grę kolejową) czyli Ticket to Ride. Tym razem w wariancie z mapą Indii.
Wracając jednak do tematu - zagraliśmy dziś na mapie Indii. Żadne z nas nie zna dobrze tej mapy i musieliśmy odnajdywać egzotycznie brzmiące miasta leżące daleko na wschód od rodzinnego Krakowa. W trakcie rozgrywki zrealizowaliśmy jakąś kosminczą liczbę biletów - Bett 20, ja bodaj 15. Wszystko przez to, że na mapie Indii jest multum krótkich odcinków i podczas dobierania nowych biletów łatwo trafić w coś, co już ma się albo zrealizowane, albo wystarczy zaledwie 1-2 wagoniki do zrealizowania celu.
Ubongo
Kolejną pozycją w naszym wieczornym menu było Ubongo - gra autorstwa Grzegorza Rejchtmana. Jest on z pochodzenia Polakiem, mieszka w Szwecji, grę pierwotnie wydała firma z Niemiec, a my graliśmy w jej czeską edycję - internacjonalizm pełną gębą!
Moim zdaniem większość gier z serii Ubongo cechuje to, że są to ciekawe gry-pojedynki w rozwiązywanie łamigłowek, z udziwnionym systemem punktacji. W wersji podstawowej chodzimy po torze pionkiem i zbieramy kryształki z rzędów, które zajmiemy; w wersji Extreme losujemy kamyki z woreczka. Tak naprawdę w wersji Duel jest to rozwiązane sensownie i gra się po prostu na liczbę rozwiązanych zadań. Rozumiem, że autorowi chodziło o pewną metagrę, ale w naszym odczuciu jest to raczej zbędne udziwnienie. Dziś co prawda zagraliśmy na pełnych zasadach, jednak normalnie ignorujemy zbieranie kryształów i bierzemy jedynie udział w pojedynku mózgownic.
Zaginione Miasta
Na deser zaserwowany został klasyk Reinera Knizii - dwuosobowa karcianka, podobno opowiadająca o poszukiwaniach tytułowych zaginionych miast. Tak naprawdę jest to gra logiczno-losowa wymagająca umiejętnego zarządzania ręką, szacowania i czasem ryzykowania.
Nie wiadomo dlaczego, ale Zaginione Miasta strasznie podobają się kobietom. Większość białogłów zaznajomionych z tym tytułem wyrażała wielkie zamiłowanie do niego i wręcz namawiała swych partnerów do rozgrywek (nierzadko po nocy i do upadłego). Z tego co wiem, na razie nikomu nie udało się wyjaśnić tego enigmatycznego fenomenu.
Cecha ta posłużyła kiedyś ThomasowiBitternowi i mnie do przygotowania żartobliwego obrazka opublikowanego na Krainie Gier przy okazji jednego z felietonów:
Tutaj także moje zwycięstwo - przez bolesna pomyłkę w pierwszym rozdaniu Beata straciła wiele punktów i już do końca nie udało się nadrobić strat. Dzisiejszy wieczór ewidentnie należał do mnie.
W ten oto sposób lista zagranych gier zbliża się do 20. Jutro pewnie w nic się nie uda zagrać, ponieważ mamy zaplanowane wyjście do kina, ale kto wie, kto wie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz